animacja Biografia Mp3 texty Galeria Wywiady Koncerty Newsy Wpisy Kontakt
dla kogo recenzja / wywiad podgląd
Metal Heart Recenzja "Metal Heart" Podgląd
Mroczna Strefa Recenzja "Mroczna Strefa" Podgląd
Nocturnal Battle of Chariots Recenzja "Nocturnal Battle of Chariots" Podgląd
Born to Die Recenzja "Born to Die" Podgląd
Psychozine Wywiad "Psychozine.int.pl" Podgląd
Psychozine Recenzja "Psychozine.int.pl" Podgląd
Kultura Industrialna Recenzja "Kultura Industrialna" Podgląd
Masterful Magazine Recenzja "Masterful Magazine" Podgląd
starsze wywiady i recenzje
Do góry w górę

Metalheart

Utwory: Intro, Moon Speaks My Name, The Throne, Praise The Black Sorcery.

Zespół określa się mianem grupy black thrash metalowej, i w sumie nie będę się silił na jakieś wywody zmierzające do określenia stylu Bloodwritten. Po około 20 sekundowym intro sypnęło mi iskrami z głośników: utwór "Moon Speaks My Name" (przywodzący mi na myśl niemieckie hordy takie jak Desaster czy Trimonium), podnosi poprzeczkę na tyle wysoko, że kolejne dwie kompozycje nie są w stanie już wyrównać poziomu. O ile przy numerze drugim aż chce się machać łbem, tak zmiany tempa i zabawa w techniczne granie w dwóch kolejnych lekko nuży. Po grupach takich jak Bloodwritten oczekuje się raczej muzyki w stylu "szybko i na temat", czyli: przyszli, zagrali, pomachali łbem, wychlali całe piwo, i uciekli za scenę z fankami... Moja rada: więcej siarki, dymu i żywiołu, a będzie dobrze. trzymam kciuki.

autor: Bart Gabriel

Do góry w górę

Mroczna Strefa

Prosta, ale jakże intensywna i wciągająca zarazem jest muzyka reprezentowana przez BLOODWRITTEN. Bardzo dobre brzmienie uzyskane w Hertz'u nie pozwoliło na to by specyficzny, oldschool'owy klimat gdzieś przepadł. Czuć go wszędzie, w porywających tempach, wykrzykiwanych z pasją kolejnych linijkach tekstu ("Moon Speaks My Name!" czy rewelacyjny "The Throne") w towarzystwie slayer'owskich riffów, złowieszczym klimacie... "Reborn" to tylko trzy utwory + intro i nie ma tu miejsca na jakieś niepotrzebne kombinowanie. Nawet te czyste, psychodeliczne wokale w dwóch kawałkach nie są czymś nietaktownym i dobrze wpisują się w ogólną atmosferę nie kalecząc ogólnego zamysłu tego króciutkiego demka. Podobno poprzednie wydawnictwa tego zespołu były przeciętne - nie wiem, nie interesuje mnie to. Ważne, że BLOODWRITTEN w 2004 gra naprawdę przyzwoity death/thrash metal utrzymany w typowym dla początku lat 90tych stylu. Już wyglądam w przyszłość i widzę ten band na jakimś splicie. Szkoda, że Old Temple pospieszyło się z wydaniem splitu OBSCURE / PANDEMIC GENOCIDE, bowiem BLOODWRITTEN razem z tymi pierwszymi mogliby nieźle namieszać ze swoją muzyką w świadomości nie tylko młodych słuchaczy, a przede wszystkim tych, co nieustannie poszukują czegoś namaszczonego aurą, jaka towarzyszyła muzyce przed piętnastu laty. No cóż nie teraz, to kiedy indziej! Wszyscy maniacy takiego wymiatania powinni bez namysłu rozglądać się za tą kapelą.

ocena:7,5/10
autor: kaReL

Do góry w górę

Nocturnal Battle of Chariots

No i trafił się kolejny znakomity i interesujący band z naszego podobno smutnego jak dupa i nudnego kraju. Nie słyszałem wcześniej o BLOODWRITTEN, jak się jednak okazało band ów ma na koncie również i inne demosy. Niemniej nie oczekujcie ode mnie porównania "Reborn" do swoich poprzedników. Nie mam pojęcia, jak to zespół ten kiedyś brzmiał; zresztą w tej chwili liczy się tylko nowy materiał, który powinien spodobać się większości maniax. BLOODWRITTEN zaserwował nań piekielnie mocną mieszankę death / thrash metalu, z naleciałościami nawet black (choćby partie wokalne.). Nic nowego niby, ale jednak chłopaki z Piaseczna potrafili swoją muzykę odpowiednio zaaranżować, nadal jej swój własny wygląd i brzmienie, zagrać to po swojemu. Naprawdę jakoś nie mogę porównać "Reborn" do jakiejś konkretnej kapeli... Już raczej pojawiłoby się tu kilka nazw. Zresztą nieważne. Zagłębmy się w demo. O brzmienie nie musicie nawet pytać, w obawie o jakiś piwniczny bulgot. BLOODWRITTEN postarał się o termin w HERTZ i ma teraz mocny, agresywny, czysty sound. Oczywiście nie odbiega od standardem od innych materiałów nagranych w tym popularnym miejscu. W każdym bądź razie satysfakcja gwarantowana. Demos zaczyna się od krótkiego intro, a po nim wali z głośników "Moon Speaks My Name". To mój ulubiony numer na "Reborn"; bo przede wszystkim jest najbardziej zadziorny i najszybszy, jest - jak to się mówi czasem - bardzo czadowy, a przy tym chwytliwy i łatwo wpada w ucho. Posłuchajcie tylko tego refrenu. Hmm, ten tytuł w ogóle ciekawy jest, bo mi też się w ostatni piątek wydawało, że księżyc do mnie mówi. Było to, jak wylazłem z baru i wzmagając się z wiejącym silnym wiatrem, który uniemożliwiał mi chodzenie po linii prostej (musiałem omijać podmuchy slalomem) szedłem do domku, a tu ktoś darł moje imię. Tak mi się właśnie wydawało, że to ten łysy i blady na niebie. Hmm. Ale o czym to ja? Aha, tak czy siak świetny numer. Ma kapitalne riffy, świetnie został zaaranżowany. Kolejny "The Throne" jest niewiele mniej udany, choć właśnie mam czasem wrażenie, że brak mu jakiegoś takiego błysku i iskry. Być może mam takie wrażenie, bo jest to dużo bardziej melodyjny kawałek od tego otwierającego demo. "The Throne" intryguje też np. swoimi środkowymi partiami z różnorodnymi barwami wokali. Z kolei "Praise the Black Sorcery" ma świetny wstęp, po którym tempo gwałtownie wzrasta, by potem znów opaść. Bardzo urozmaicony numer, z kilkoma archaicznymi riffami, nawet solówkami. Jest dobrze. Podoba mi się ta muza, jej zmiany temp, aranżacje, itd. No i wokale są świetne. Bastard jest chyba jednym z lepszych gardłowych w naszym underku. Great job, mate! Właściwie, to nie wiem nawet, co konkretnie można by wytknąć "Reborn". Zwyczajnie dobrze się tego słucha, więc lepiej chyba zamknąć jadaczkę i zapodać sobie to demo raz jeszcze ...

Do góry w górę

Born to Die

Najgorszą rzeczą w życiu każdego pseudo-recenzenta jest to, że posiada w głowie prawie gotowy opisik materiału. Wszystko rozbija się na jednym brakującym wyrazie, który scaliłby całość w jednolitą masę. Od jakiegoś czasu walczyłem z własnym umysłem, aby należycie i odpowiednio przekazać muzyczne oblicze BLOODWRITTEN! Po niezbyt przyciągającej 2 demówce chłopaki stworzyli ku mojej radości dosyć udany produkt. Czy ktoś pamięta takowy film "Wilcze Echa"? Nie wiem, dlaczego, ale słuchając "Reborn" caluśki czas chodzi mi ten celuidowiec po głowie. Może odpowiedz jest taka, iż mam WILCZY apetyt na dalsze dokonania kapeli z tym ECHEM death/black/thrash metalu w ich kompozycjach. Oczywiście, jeśli nadal będą podążać w tym samym kierunku. A może jest to inny powód, który nie jest mi jeszcze znany?! Nie ukrywam, że ta 4 utworowa demóweczka jest według mojego widzimisie najlepszym dokonaniem BLOODWRITTEN, jakie dane mi było wysłuchać do tej pory. Faktem niezbitym jest to, iż czuć wpływy innych formacji, ale nawet nie chcę mi się silić mózgownicy, aby poznać czyje to patenty! Wszak nie o to chodzi - dzisiaj liczy się to, że za każdym przesłuchaniem nie muszę się obawiać nadejścia monotonii, grymasu znużenia... Można powiedzieć, że lata szlifowania nie poszły na marne. Na swój sposób jest to drapieżny stwór, aczkolwiek w jego łagodniejszej wersji. O ile takie coś w ogóle istnieje! Oj zabili mnie klina panowie! Nie mam zastrzeżeń do struktury utworów, nie mogę powiedzieć złego słowa o ich aranżacjach - znaczy się "Reborn" jest dobrym materiałem, na tyle dobrym, iż szkoda byłoby aby przeszedł niezauważony i pozostał tylko wersją limitowaną !

Do góry w górę

Psychozine

BLOODWRITTEN - mieszanka stylów

BLOODWRITTEN działa na naszej ziemi już od jesieni 1997 roku. Sformowany został przez Bastarda - wokal i wcześniej gitara prowadząca oraz Thanathosa - gitara prowadząca i solowa. Do dnia dzisiejszego nagrali trzy materiały demo, a każdy praktycznie w innym składzie. Czyli historia zespołu tak typowa i rzeczywista, ze aż strach. Muzycznie zespół oscyluje wokół black/thrash metalu z domieszką death. Mając okazję porozmawiałem sobie z liderem grupy Bastardem o ich najnowszym dziecku zwanym "Reborn" oraz o innych sprawach związanych z BLOODWRITTEN. Zapraszam...

* Witaj Bastard!! Jak tam idzie wam promocja waszego najnowszego dziecka o nazwie "REBORN"? I kto oprócz ciebie teraz tworzy BLOODWRITTEN.

Witaj ! Promocja idzie różnie, po części winna jest temu poczta [kilka przesyłek zaginęło] jak również opieszałość w zamieszczaniu recenzji. Nie mam pretensji do redakcji, bo wiem, że dostają mnóstwo materiałów, które wymagają uważnego przesłuchania w celu napisania rzetelnej recenzji, jednakże wpływa to na opóźnienie ich publikacji. Oprócz mnie Bloodwritten tworzy czterech muzyków - Thanathos, gitarzysta i współtwórca Bloodwritten, oraz Hypnos - gitara, Chaos - bas i Matt - bębny, którzy grają z nami od mniej więcej 2002 roku.

* Ale w jakiś specjalny sposób promujecie ten materiał?

Chyba tak jak większość zespołów - rozsyłamy materiał na cdrach do wytwórni, magazynów, zinów, e-zinów, portali. Gramy koncerty, na razie w Warszawie, ale planujemy też Częstochowę i Poznań. Poza tym radio.

* No to zdradź nam jaki jest zatem odzew w literaturze fachowej na temat waszego demka ??

Tym razem nie można specjalnie przyczepić się do strony realizacyjnej materiału, został on nagrany profesjonalnie, w białostockim studio Hertz. Wreszcie krytycy mogli skupić się na warstwie muzycznej - i muszę powiedzieć, że jest nieźle, nawet bardzo dobrze. Nie jest idealnie, ale wcale tego nie oczekiwaliśmy. Wiemy, że przed nami jeszcze długa droga, natomiast poczyniliśmy też ogromne postępy w stosunku do poprzedniego materiału, więc wiemy, że spora część tej drogi jest już za nami.

* Moje zdanie też zapewne już znasz na temat tego materiału (dział RECENZJE!!). Uważam, ze "Reborn" to porządny kawałek mieszanki death, black i thrash metalowej. Oczywiście z małymi niedociągnięciami jak na moje głuche ucho. Ale czy taka mieszanina stylów, to dobry wybór drogi muzycznej dla Bloodwritten ??

Z pewnością. Od początku chcieliśmy grać black/thrash z wpływami starej szkoły europejskiego death metalu, choć cały czas nie możemy też uwolnić się od pewnej melodyjności, biorącej się zapewne z naszych fascynacji różnorodną muzyką. Wg recenzji wychodzi nam coś na kształt death/thrash, a jako że dla mnie ten termin kojarzył się zawsze z holenderskim Thanatos, bardzo mnie to cieszy. Zresztą termin "black" w odniesieniu do naszej muzyki podaję jako pewien odnośnik dla tych, którzy lubią tę mroczniejszą odmianę metalu, bo myślę, że nasza propozycja może ich usatysfakcjonować.

* A pro po melodyjności. Zdarzyło mi się nie raz nucić wasz kawałek "Moon Speaks My Name". Zwłaszcza przy goleniu:-). Hicik taki do radia i TV:)
No właśnie, to jest ta melodyjność, która czasem wbrew nam pojawia się w strukturze numerów :-)

* Z tego, co wiem, to BLOODWRITTEN nie jest twoją pierwszą kapelą. Pierwsze szlify muzyczne pobierałeś w kapeli Disillusion, o której ja nic nie wiem. Może z tego powodu powinno mi być wstyd albo nie wstyd - nadrabiam teraz.

* Wydaliście coś wtedy ??

* To zamierzchła przeszłość, w dodatku nie wydaliśmy nic, aczkolwiek mieliśmy chyba z 5 czy 6 numerów. Graliśmy takie połączenie starego My Dying Bride z Bathory, o ile pamiętam. Zresztą, w składzie przez pewien czas był też obecny pałker Dragon's Eye:-)

* No to pięknie:-) Zdradź mi, czego najczęściej słucha Bastard w swoim zaciszu domowym ?? Generalnie mrocznej muzyki - głównie black - szczególnie szkoła grecka, death metal taki jak Vital Remains, Necrophagia, Morgoth, Necrophobic. Nie stronię też od muzy z dobrym wykopem, jak "Painkiller" Judas Priest, czy stary niemiecki albo amerykański thrash metal - Slayer, Dark Angel, Destruction, Kreator. Z bardziej klimatycznych rzeczy cenię My Dying Bride, Unholy czy The Black League.

* A co w minionym roku muzycznie cię podnieciło a co sprawiło odruchy wymiotne ?

Podnieciła mnie niezmiernie najnowsza Anorexia Nervosa - Redemption Process, Mayhem - Chimera, jak zawsze Khold. Oprócz tego Morrigan - Celts [kontynuacja stylu epickiego Bathory] czy najnowsze My Dying Bride. Wymioty ? Staram się omijać pozycje, które mnie nie interesują.

*Wspominałeś na wstępie o koncertach granych głównie w stolicy. Często koncertujecie ?? I jak z frekwencją na koncertach BLOODWRITTEN, bo z tym jest ostatnio coraz gorzej.

Staramy się grać jak najczęściej, ostatnio próbujemy załatwić jakieś koncerty poza Warszawą, bo mam sporo sygnałów od ludzi z Polski, że chętnie wybraliby się na nasz koncert, ale gdyby odbył się on gdzieś bliżej ich miejsca zamieszkania. Co do frekwencji. Różnie to bywa. W Warszawie, skąd jesteśmy, ciężko jest zagrać koncert z dużą ilością publiki, a jako że nie przyprowadzamy kolegów i przyjaciół, liczymy raczej na fanów metalu, których możemy zainteresować naszą muzyką. I muszę powiedzieć, że ostatnio idzie nam coraz lepiej. Nasze kawałki są odbierane bardzo pozytywnie przez publikę, co cenimy tym bardziej, że są to ludzie nam obcy, a przez to bardziej szczerzy wobec naszej muzyki. Pojawia się też coraz więcej ludzi zainteresowanych nami po przesłuchaniu naszych utworów zamieszczonych w sieci.

* Masz jeszcze tremę wchodząc na scenę?? A może wspomagasz się wódeczką i innymi specyfikami na dodanie odwagi sobie??

Zawsze mam tremę, choć zauważam, że z czasem jest ona coraz mniejsza. Dużo zależy też od publiczności - jeżeli od początku czuję dobre wibracje, daję z siebie 200% tego, co zwykle. Nie wspomagam się niczym, dla mnie sam występ na scenie daje takiego endorfinowego kopa, że nie potrzebuję innych dopalaczy. Poza tym, w zespole obowiązuje dyscyplina dotycząca alkoholu i używek przed koncertem.

* Z tego, co wiem, planujecie nagranie nowego materiału na wiosnę 2005 roku. Będzie to kontynuacja "Reborn" czy też nas czymś zaskoczycie ??

Zaskoczymy po pierwsze tym, że nie wiemy czy uda się nam wejść do studia na wiosnę. W związku z oblężeniem studia Hertz w ostatnich miesiącach przez dużą ilość kapel, mamy na razie widmo studia w grudniu. Być może to się zmieni, niemniej musimy się z tym liczyć, a nie chcemy nagrywać gdzie indziej. Komfort pracy i profesjonalizm braci Wiesławskich jest tu czynnikiem decydującym. Jeśli chodzi o zawartość nowego materiału, to mamy już trzy nowe numery, dwa w klimacie Reborn, trzeci trochę bardziej marszowy, epicki można powiedzieć. Jednakże to raczej będzie rodzynek na nowej demówce, zmierzamy cały czas w stronę większej szybkości i ostrzejszego pazura. Thrash zaczyna powoli dominować ;). Myślę, że przygotujemy około 25-30 minut muzyki na nowym materiale, 5-6 kawałków.

* I co potem, podbój świata ??

Już w tej chwili mamy sygnały z zagranicy - z Ameryki Południowej, Europy o pozytywnym odbiorze naszych utworów zamieszczonych w Internecie, chcemy więc przygotować dłuższy materiał, który w połączeniu z Reborn mógłby stanowić propozycję wydawniczą dla jakiejś niewielkiej wytwórni. Myślimy pozytywnie, nie tracąc trzeźwego spojrzenia na świat.

* Trzymam kciuki zatem za wasze najnowsze wydawnictwo. I jeszcze na koniec rzeknij kilka słów dla czytelników PSYCHO.

Ściągajcie nasze numery z sieci, piszcie czy wam się podoba. Jesteśmy otwarci na każdą krytykę. Jeśli chcecie zobaczyć nas na żywo, piszcie, dzwońcie - namiary są na http://bloodwritten.metal.pl

*Dzięki Bastard za wywiad. I mam nadzieję na dłuższy wywiadzik, jak już wydacie na świat kolejny materiał. Trzymam cię za słowo !

Pozostańcie w ciemności !

Wywiad na wyłączność dla serwisu PSYCHOZINE przeprowadził Robert Łęgowik

Do góry w górę

Psychozine

Bloodwritten powstał w 1997 roku a "Reborn" jest ich trzecim materiałem, jednak dla mnie (przyznają się bez bicia!!) jest to dziewicze egzystowanie z tą kapelą i jej twórczością. Bloodwritten serwuje nam na "Reborn" sporą dawkę black, death i thrash metalu, ze wskazaniem na ten pierwszy rodzaj. Swoisty muzyczny "wash and go".

Zespół osiągnął ciężkie a jednocześnie dość czyste brzmienie, które jest zapewne zasługą studia HERTZ, gdzie materiał był nagrywany. I właśnie brzmienie płyty oraz naleciałości thrash metalowe u ortodoksyjnych blackmetalowców spowodują odruchy wymiotne, natomiast inni odbiorcy czarnej muzyki znajdą tutaj wiele dla siebie. Blackowe gonitwy, deathowe zwolnienia, thrashowe solówki czy heavy metalowe refreniki do nucenia (np. Moon Speaks My Name).

To właśnie ta swoista mieszanka stylów sprawia, że materiał jest łatwo przyswajalny, a niektóre kawałki można swobodnie sobie nucić przy goleniu, tak jak chociażby wspomniany już "Moon Speaks My Name" czy "The Throne". Można mieć troszkę zastrzeżeń co do niektórych partii wokalnych czy....... do tendencji monotonnego przedłużania danych riffów, co sprawia, że przy kolejnym przesłuchaniu materiał szybko się nam nudzi. Jest on czasami po prostu za słodki i przewidywalny. Ale ogólnie jest dobrze, i myślę, że z nowym materiałem będzie jeszcze lepiej. Dnia:18.01.2005

Recenzent : ROBERT ŁĘGOWIK

Do góry w górę

Kultura Industrialna

W Norwegii takie zespoły jak Aura Noir, Audiopain, Inferno czy Nocturnal Breed powstają chyba na zawołanie, a u Nas wąską niszę, jaką jest black/thrash, wypełnia jedynie zielonogórski Witchmaster i jakoś nie widać konkurencji. Szkoda, że nie będzie nią na razie, pochodzące z Warszawy, BLOODWRITTEN. Z dotychczasową twórczością zespołu zapoznawałem się dzięki utworom zamieszczanym na stronie internetowej i jakoś nigdy nie przekonały mnie one na tyle, żeby zdobyć cały materiał. Aż wreszcie nadszedł rok 2004, a w moje łapy dostało się najnowsze demko "Reborn" zawierające 13 minut blackowatego thrash metalu lub thrashowatego blacku - jak kto woli :) Zaznaczam od razu, że jest to muzyka bardzo prosta, oparta na schemacie "szybko, wolno, szybko, wolno, jakiś przerywnik, szybko, wolno itd." i paru jego modyfikacjach. Pół biedy, gdybym słuchając tego materiału krztusił się od oparów siarki, spośród których wyzierałaby na mnie parszywa morda samego Diabła. Ale tutaj nie dzieje się nic takiego i po raz kolejny okazało się, że produkcja w Hertz'u nie każdemu zespołowi wychodzi na dobre. W przypadku BLOODWRITTEN jest ona zbyt czytelna (jak na standardy gatunku oczywiście ;)) przez co bardzo uwypukla mankamenty ich najnowszego wydawnictwa. Grane na "jedno kopyto" partie perkusji są jeszcze do zniesienia, czego nie można powiedzieć o nudnej i bez polotu pracy gitar, które tylko czasami próbują ukąsić jakimś zadziornym, thrashowym riffem. O słabo słyszalnym basie chyba nie muszę wspominać, a jedynym jaśniejszym punktem "Reborn" są według mnie zróżnicowane linie wokalne, płynnie przechodzące od głębokiego prawie growlu, poprzez standardowe blackowe skrzeki aż do czystego głosu (jakieś chórki nawet słychać). W sumie, najlepsze wrażenie na krążku robi ostatni kawałek, czyli "Praise The Black Sorcery" i chociaż niewiele odbiega on od tego co wcześniej napisałem, to po prostu dobrze się go słucha. Kurwa, wiele spodziewałem się po tym nagraniu, bo i tytuł był wymowny... Myślałem, że BLOODWRITTEN po początkowym okresie poszukiwań własnego stylu, wreszcie obrało sobie właściwy kierunek i w pewnym sensie odrodziło się muzycznie. Częściowo tak jest, bo przez pierwsze kilka przesłuchań "Reborn" było całkiem strawnym kawałkiem metalu, ale im dłużej obcowałem z dźwiękami serwowanymi przez warszawiaków, tym dostrzegałem coraz więcej wad, z których największymi są chyba brak oryginalności i nuda. Szkoda, może następnym razem ! /max/

Do góry w górę

Masterful Magazine

Wkurwiają mnie nieziemsko ludzie, którzy tydzień, miesiąc poprzesłaniu materiału na adres redakcji już dopominają się o recenzję. Wasz materiał nie jest jedynym jaki dostaję, ba, nie jest pępkiem świata... Recenzent też człowiek i nie klepie opinii 9 godzin dziennie, musi pójść do zwykłej pracy, zjeść kolację z żoną, wysrać się, czy jak człowiek poopierdalać się przed telewizorem z browarem w ręku... To tak gwoli ścisłości... Bloodwritten zauważyłem na naszym podwórku już jakiś czas temu, dobra promocja zespołu przyniosła więc skutki. To, z czym obcujemy na "Reborn" to całkiem przyjemny death/thrash, z większym naciskiem na ten drugi. Przez chwilę zastanawiałem się ile zespołów w naszym pięknym zadufanym w sobie kraju gra takie dźwięki... Policzyłem, pomyslałem... niewiele... Mamy więc swoistego rodzynka, he, he. Bloodwritten jest bezapelacyjne muzycznym spadkobiercą takich załóg jak Geisha goner, Lastwar czy niedocenionego Overlord. Szybki i rytmiczny death/thrash równo zagrany, z niezłym kopem i pewną dozą melodii. Czyli coś dla czego swego czasu panowie w obcisłych gumowanych jeansach i dużyk białych Sofixach cięli się na koncertach. Bez zbędnej wirtuozerii, momentami ze swoistą pompatycznością... całkiem przebojowo... Czasem co prawda zespół trochę się zapędza w jeden temat zbyt długo, przydałoby się wtedy nadać utworom więcej dynamiki, jakiś slide, czy nieszablonowe akcentowanie mogłyby wiele wnieść. Jednym słowem - jest poprawnie, mogłoby być lepiej, ale na to liczę już na następnym materiale... który pewnie znowu u zgreda Papieża przeleży miesiące zanim raczy go zauważyć ... litości !!

Do góry w górę